Niektórzy twierdzą, że sprzedaż słowem to zręczna forma manipulacji. Podobno uwiedziony sprytnymi określeniami klient jest w stanie kupić wszystko. Nawet maksymalną ściemę owiniętą w sreberko. Czym naprawdę są teksty sprzedażowe?

Czy wiemy, co kupujemy?

Świat nie jest idealny i w życiu czeka na nas wiele pułapek. Są tacy, którym zupełnie na nikim  i niczym nie zależy, liczy się tylko kasa. Wielokrotnie nabieramy się na „świetną okazję”, taką jak np.  „fantastyczne wczasy”, „super sprawny samochód po lekkiej stłuczce”, czy  „niezawodne i pewne ubezpieczenie”. Takie określenia nie są złe, dopóki nie zaczynają rażąco mijać się z prawdą. Dopóki nie wprowadzają odbiorcy w błąd i oferują to, co na pewno nigdy się nie ziści. Takie oszustwo działa krótko, bo sprzedawca, który oszukuje nie może liczyć na zaufanie swoich klientów.

Gdzie leży granica pomiędzy prawdą a „naginaniem rzeczywistości”?

Opis może i powinien uwypuklać atrakcyjne walory produktu. Może pokazywać jego różne zastosowanie. Może uświadamiać, jak dana usługa rozwiąże problem klienta. Umiejętnie poprowadzony marketing słowem nie jest niczym złym.

Copywriter ma zdolność dostrzegania rzeczy, których inny człowiek nie zobaczy. Ja np. mam bardzo wyczulony nos na zapachy. Gdybym miała wybrać jeszcze drugi zawód dla siebie, byłaby to kreacja perfum. Czuję różne akordy woni i umiem to opisać. Jest to zgodne z moimi odczuciami, nie wymyślam rzeczywistości, jedynie ją przedstawiam w odpowiednich słowach. Dla kogoś zapach może więc być tylko świeży, a dla mnie…. 😊 , ale  nie będę w tym miejscu uprawiać marketingowej poezji.

Opis jednak nie powinien być intencjonalnie nieuczciwy. W sytuacji, gdy np. zgłasza się do mnie klient i chce, żebym napisała artykuł „pozytywny i marketingowy” na temat glutaminianu sodu, to niestety — spotka się z moją odmową.  Glutaminian sodu (E 621) — rakotwórczy dodatek do  żywności, który oszukuje smak, bo dzięki niemu  np. wędlina wydaje się nam lepsza — nie przynosi żadnego dobra, przeciwnie — bardzo szkodzi zdrowiu.  Zleceniodawca oczywiście znajdzie takich, którzy z chciwą chęcią podejmą się napisania takiego artykułu, stworzą tzw. teksty sprzedażowe.

A jak to jest z moimi tekstami sprzedażowymi?

Przyznaję się szczerze — przy nawiązywaniu nowych relacji z klientem zmieniam się trochę w detektywa. Obserwuję jego działalność i wertuję wszystko, co jest dostępne na jego temat. Czytam opinie o jego firmie i produktach w Internecie, czasami proszę o próbki produktów. Jeśli jest ok, to zabieram się do pracy. Nie kłamię, piszę zgodnie z prawdą. Powstają teksty sprzedażowe, takie, które skutecznie promują daną działalność. 😊

Moja oferta – sprawdź!

Małgorzata Chyl